U szczytu schodów stała Julia.
- Ty jesteś Daniel? – zapytała mnie z uroczym uśmiechem. Nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem. A więc ona wie kim jestem! Stałem bez ruchu, nie wiedząc co powiedzieć. Julia podeszła do mnie, najwyraźniej zdziwiona moim milczeniem.
- Mam ci przekazać, że na następnej przerwie prof. Migdałowski będzie czekać na ciebie w Pokoju Pracy Twórczej Nauczycieli. Słyszysz mnie w ogóle?
Wciąż wpatrzony w jej błękitne jak ocean oczy, nie zdołałem wykrztusić z siebie słowa. Kiwnąłem głową najpewniej jak potrafiłem, co chyba trochę ją rozbawiło, bo znów obdarowała mnie tym anielskim uśmiechem.
- Dobra, to ja znikam na matmę, bo Młot mnie zabije. – I odeszła, zostawiając mnie w błogim otępieniu. Rozkojarzony wszedłem do Saloonu Literackiego. Przy wejściu wywróciłem się na ziemię, potykając się o kota prof. Kapuścińczyk, który nie przejmując się mną zbytnio, poczłapał w kierunku różowej miseczki z napisem „Szekspir”. Klasa nawet nie zwróciła na mnie uwagi, bo pochłonięta była pisaniem piętnastej strony notatki o funkcji przecinka w literaturze renesansu. Prof. Kapuścińczyk dyktowała z przejęciem, chodząc po klasie z Linijeczką Przerwy.
Dopiero kiedy skierowałem się do swojej ławki, dźwięk odsuwanego krzesła wybił ją z transu.
- Dzień dobry słoneczko, coś się stało? – zapytała z troską. Od zawsze dręczyło mnie, czy określenia „słoneczka” używa dlatego, że już nie może na nas patrzeć.
Zresztą prof. Kapuścińczyk to w ogóle dość intrygująca postać. Chodzą plotki, że kiedyś nazywała się Wiesławczyk, ale ze względu na uwielbienie do swojego Mistrza zmieniła nazwisko. Chciała również pójść w ślady słynnego Cesarza, i zostać znaną dziennikarką. Prawie się udało. Uczy w szkole.
My do końca lekcji zdążyliśmy zapisać jeszcze trzydzieści stron, co dla wielu skończyło się wizytą u pielęgniarki i temblakiem.
Po dzwonku pobiegłem do Pokoju Pracy Twórczej Nauczycieli. Po drodze minąłem się z prof. Wędkowskim, który niestety po raz kolejny nie miał czasu, żeby złożyć autograf na swojej książce „Z dupy. Czy spuścić ucznia w kiblu?”, którą codziennie z nadzieją na to noszę w plecaku. Trzeba przyznać, że pomimo usilnych starań dyr. Muchy, to prof. Wędkowski pozostaje prawdziwą gwiazdą tej szkoły. Z łatwością przychodzi mu pisanie do gazet i prowadzenie swojego bloga – www. superdaro.com . Szkoda tylko, że erudycja i inteligencja pana profesora nie przekłada się na dobre przygotowanie jego uczniów do matury.
Pokój Pracy Twórczej, jak sama nazwa wskazuje, służył rozwijaniu się nauczycieli. Rzeczywiście spełniał swój cel. Profesora Migdałowskiego odnalazłem na fliperach.
- Poczekaj chwilę! – krzyknął do mnie zdyszany. Obok dostrzegłem prof. Gejzera, który ubrany w folię ochronną z Tesco, zabijał zmutowane w wyniku wybuchu bomby atomowej szare wiewiórki w grze „Atomic Kitten 4”.
- Na fliperach mam wszystkie rekordy! – wykrzyknął rozradowany prof. Migdałowski, zaczesując na prawo mokry tupecik. Podszedł do mnie z filuternym uśmieszkiem i szepnął do ucha:
- I spy with my little eye, something that begins with a letter... D!
Poczułem się trochę nieswojo, ale pomyślałem, że chyba musi chodzić o mnie.
- Pan profesor mnie wzywał? –zapytałem.
- Tak, Danielku, jako pechowy numerek będziesz dzisiaj moim asystentem. Nie wiem jak to się stało, ale przypadkowo zostawiłem w damskiej łazience moje Little Spying Eye, czy mógłbyś jakoś dyskretnie je stamtąd wydobyć? Tylko wiesz, raczej nie oglądaj tamtych nagrań – naszą rozmowę przerwał wyjątkowo głośny pisk kolejnej zabitej wiewiórki. Wyczułem, że to moja szansa.
- Panie profesorze, mam jeszcze jedną małą prośbę... - zacząłem niepewnie. – Czy mógłby pan podpisać mój Wniosek O Wcześniejsze Wypuszczenie Ze Szkoły? – Migdałowski spojrzał na kartkę krytycznym okiem.
- Pogrzeb?! – zapytał ze swoim ironicznym angielskim uśmieszkiem. – To chyba nie jest wystarczający powód, żeby opuszczać tak ważne lekcje jak... co masz ostatnie?
- Religię z księdzem Stylusiem.
- No właśnie! No dobrze, ja ci to mogę podpisać, ale nie wiem czy dyrektor ci to uzna bez aktu zgonu. W każdym razie, powodzenia.
Rozpocząłem więc, zgodnie z procedurą, mozolną wędrówkę po podpisy wszystkich nauczycieli w szkole. Bez kompletu nie miałem szans na wcześniejsze wyjście. Szczęśliwie, po godzinie zdobyłem prawie wszystkie. Został mi tylko dyrektor Mucha. Spodziewając się najgorszego, wręczyłem mu kartkę.
- Przykro mi chłopcze – powiedział, oglądając ją dokładnie z obu stron. – Nie mam już za bardzo miejsca, żeby się tu podpisać... Trudno, będziesz musiał zostać w szkole. Sam rozumiesz, dla mnie najważniejsze jest wasze bezpieczeństwo. No raz dwa, wracaj na lekcję!
Przygnębiony, wiedziałem, że w tej sytuacji tylko jedna osoba w szkole może mi pomóc. Pan Franek.
To on, Władca Podziemia, Strażnik Kluczy, mógł mnie teraz uratować. Znalazłem go w portierni, otoczonego kółeczkiem wielbiących go woźnych.
- Czy mógłby pan... – zacząłem, ale Pan Franek chyba od razu wyczuł, o co mi chodzi.
- No już, chodź za mną – udaliśmy się do szatni, gdzie wyjaśniłem mu na czym polega mój problem.
Pan Franek westchnął.
- Dobrze, ale żeby mi się to nie powtórzyło! – powiedział, otwierając kłódkę mojej szatni. Uśmiechnąłem się. To nie pierwszy raz, kiedy słyszę od niego te słowa. – Wie pan, ja chyba nigdy nie zrozumiem tej szkoły.
- Chłopcze, jest jeszcze tak wiele rzeczy, o których nie masz pojęcia. Jestem w posiadaniu wielu informacji, które mogłyby cię zainteresować. Na przykład, zastanawiałeś się kiedykolwiek, dlaczego prof. Dessert tak bardzo cię nie lubi...?
CDN.
Joker, Sally Brown i Anna Morawska